czwartek, 22 maja 2014

Rozdział 48

Uwaga! Rozdział zawiera dość ostrą część seksualną, czytasz na własną odpowiedzialność!

~Miesiąc później~
Tak! Dzisiaj jest ten dzień! W końcu wychodzę ze szpitala, musze tylko podpisać kilka papierków i razem z moim mężczyzną opuszczę tą zmorę do mojego mieszkanka. Mam nadzieję, że nie będzie w jakim okropnym stanie. Odkąd mnie nie bylo zmusiłam Harry'ego żeby w nim spal, aby mógł trochę odpocząć. Od czasu mojego wypadku przez pierwsze dwa tygodnie wciąż przesiadywał koło mnie. Pomimo, że dopiero wychodzę Jenna stwierdzila że to będzie bardzo fajna sprawa, żebym jutro już poszła do pracy, więc tak oto mam jutro występ u Ellen. Yey!
Witaj Andy, jak się dzisiaj czujemy? - dr. Cloud własnie wszedł do sali. Jest to wysoki blondyn ze szmaragdowymi oczami, który ma około trzydziestu lat. Ubrany jest w biały frak oraz niebieskie lniane spodnie i koszulę. Do tego białe skarpetki i klapki - czyli typowy strój dla jego zawodu.
- wspaniale! Bede mogła w końcu wyjść z tego przeklętego miejsca... - po chwili namysłu dodałam - bez urazy.
-nie ma sprawy, nic sie nie stalo - powiedział z uśmiechem - dzisiaj musisz przejść jeszcze jedno badanie i możemy ciebie wypisać, dobrze? - oczywiście, za ile Santana po mnie przyjedzie? 
- teraz - śmieje się. No to trzeba sie szykować....Po zrobieniu ostatniego rendgena moich kości wróciłam do mojego szpitalnego pokoju, w którym czekał na mnie już Harry. Przytuliłam mojgo narzeczonego na przywitanie i po przebraniu się w łososiową, krótką koszulke z kieszonką na piersi, dopasowaniu do tego dżinsowych spodenek i srebrnego krzyżyka, na łańcuszku tego samego koloru, wzięłam jeszcze białe, krótkie converdy i brazowe "muchy" i poszliśmy w stronę mojego auta, którego teraz używa Harry, skoro ja przez pewien czas nie bede mogla jeszcze prowadzić. Gdy weszlismy do domu Harry przyparł mnie do ściany i zaczal namiętnie całować. - Boże, jak ja za tym tęskniłem - szepnął w moje wlosy, po tym jak oderwaliśmy sie od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza. Zaśmiałam się tylko z jego wypowiedzi i obeszłam go, żeby przejść do kuchni. 
- Jaka ja jestem głodna! - powiedziałam - to jedzenie ze szpitala to kompletnie nie moja bajka. Cały czas dawali mi jakąś papkę! Jak można w ogóle coś takiego jeść? - wyżalilam się. Przeszłam do kuchni i zauważyłam pięknie przyrządzony stół z róża, razem ze świeczką na 
środku stołu. Na kuchence stało gotujące się jedzenie. 
- Harry, co to jest?
- kolacja? - odpowiedział pytaniem na pytanie. - pomyślałem, że moja narzeczona powinna mieć specjalne przywitanie po powrocie ze szpitala. - powiedział przytulając mnie od tyłu i ściskając moje biodra.
- Chyba powinnam być szczęśliwa, że jestem przyszlą żona Harry'ego Stylesa. 
- no raczej, że powinnas. W końcu nie codziennie coś sam pichce, a szczególnie, dla drugiej osoby - zaśmiałam się na jego wypowiedź i po chwili odwróciłam się w jego ramionach i przywarłam ustami do jego. Był to słodki, kochający pocałunek. 
- dobrze, a teraz, pokaz mi, co tam masz...



~.~


- Naszym następnym gościem jest odnosząca niesamowite sukcesy piosenkarka, która pomimo, że dopiero wczoraj wyszła ze szpitala, po okropnym wypadku, jest dzisiaj z nami! Zapraszamy pannę Andree Collins! - jak zaczęłam schodzić po schodach usłyszałam w tle mój najnowszy singiel - Candyman. Przeszłam z niewidocznego miejsca na scenę, dzięki czemu
każdy mógł mnie zobaczyć. Jestem ubrana w granatową spódniczkę z tiulem, do tego biała koronkowa bluzka, pod którą jest założona tego samego koloru bez ramiączek. Do tego dobrałam jasne szpilki, a włosy ułożyłam w luźny kok, dzięki czemu kilka zakręconych włosów opadało na moją twarz. Przywitałam się z blondynką i przeszłyśmy do foteli, ja usiadłam na jednym, a ona na drugim.
- Witaj, kochana! Jak się czujesz?
- Nie najgorzej, ale mogłoby być lepie, na szczęście miałam wspierającą rodzinę i przyjaciół, którzy pomogli mi przejść rehabilitacje.
- A pro po rodziny i przyjaciół... do której grupy zaliczasz Harry'ego? Ze zdjęć, które zrobiło papparazzi nie opuszczał ciebie na krok! - w tym samym czasie, w którym wypowiadała te słowa, pojawiło się zdjęcie mnie w piżamie i szlafroku z Harrym u boku, gdy jednego dnia poszliśmy na spacer w okół szpitala. Musiałam jeszcze wtedy mieć podłączone non-stop leki, więc było trochę trudniej, ale ważne, że mogliśmy być razem.
- Niezaprzeczalnie rodzina
- To mamy zrozumieć, że ten pierścionek, co go cały czas nosisz, to nie jest zwykła błyskotka? - z ekranu zniknęło zdjęcie ze szpitala, a pojawiło się zdjęcie z jednego z brukowców, na którym jestem ja i Harry, na lotnisku, przed moim wylotem do LA i zbliżenie na małe pudełeczko, które podawał mi Harry. Obok ukazało się zdjęcie pierścionka umieszczonego na serdecznym palcu mojej prawej ręki. Spojrzałam na widownie i wychwyciłam wzrok Harry'ego. Lekko pokiwał głową.
- Cóż... może nie chciałam tego tak mówić, ale to nie jest zwykły pierścionek. W tym pudełeczku co widać na zdjęciach, znajdował się pierścionek. Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie dziewczyny - przerwałam na chwilę, słysząc kilka śmiechów - ale ja i Harry jesteśmy zaręczeni! - uśmiechnęłam się głupkowato.
- Moi drodzy, należą się chyba brawa! - zaśmiałam się i ukryłam twarz w dłoniach. - Jest tutaj z tobą?
- Ta... uczepił się i nie chce puścić.
- Słyszałeś Styles? Już cię nie chce - zaśmiałyśmy się obie. - a teraz na serio, macie już wybraną datę?
- Nie omawialiśmy jeszcze szczegółów, ale osobiście chciałabym mieć albo pod koniec maja, albo na początku czerwca. To chyba najlepsza pora ba ślub, ślicznie by wyglądało.
- Na pewno będzie ślicznie, a teraz. Jak się czujesz, w związku z graniem w filmie z Cher?!
- Podekscytowana! Od zawsze pamiętam jak moja mama puszczała jej przeboje na cały dom i latałam po nim w za dużych szpilkach, kapeluszu i bluzce, która wyglądała na mnie jak sukienka. Jest jedną z moich inspiracji do tworzenia muzyki.
- Film będzie nazywał się "Burleska" prawda?
- Tak, opowiada o młodej dziewczynie, która jedzie w świat spełniać marzenia, czego można chcieć więcej?
- Sama nie wiem! - obie się zaśmiałyśmy. Porozmawiałyśmy jeszcze kilkanaście minut i przyszedł czas na innych gości. Pod koniec programu zaśpiewałam swoją piosnkę i był już to koniec. Nie marzyłam teraz o niczym innym niż tylko o dostaniu się do domu i pójściu spać. Poszłam za kulisy przebrać się w normalne ubrania. Wyszłam z garderoby i podeszłam do Harry'ego, by móc już wrócić do domu. Weszliśmy do auta i zaczęliśmy jechać.
- Więc już mnie nie chcesz.. eh? - spytał.
- No weź Harrey! wiesz, że żartowałam!
- No nie wiem, może znajdę sobie jakąś panienkę na boku, która by mnie pokochała, a nie tak jak moja narzeczona - widać było, że żartuje sobie ze mnie. Dwóch może grać w te gre. Zobaczyłam, że jesteśmy blisko domu, więc zaczęłam go dręczyć. Położyłam dłoń na wewnętrznej stronie uda, wkurzając go tylko tym. Nie odezwał się już ani słowem, ale za to się wyprostował i zagryzł usta. Gramy dalej. Lekko zaczęłam jeździć ręką w górę i w dół, aż dotarłam do jego krocza. Delikatnie ścisnęłam i masowałam przez spodnie. Przyspieszył, by dojechać szybciej do domu. Zaparkował z piskiem na podjeździe i pospiesznie wyszedł z auta zatrzaskując drzwi. Podbiegł do mojej strony i otworzył drzwi, wziął moją rękę i podszedł szybkim krokiem do drzwi wejściowych, a później równie szybko je otwierając. Gdy tylko zostały zamknięte naparł na mnie swoimi ustami. Całował mnie od ust, przez szyje aż do piersi. Szybko podniósł mnie tak, że oplotłam nogami jego tors. Zaczął się ocierać o moją dolną część, sprawiając, że oboje byliśmy coraz bardziej podnieceni. Oderwaliśmy się na chwilę od siebie, by zaczerpnąć powietrza. Lekko się poruszyłam, dając znać Harry'emu, że chcę zejść na dół.
- Idź na górę i się przygotuj. Chcę czegoś spróbować. - wyszeptałam seksownie wprost do jego ucha po czym je przygryzłam. Pocałował jeszcze ostatni raz moje usta i poszedł tak jak mu powiedziałam. Szybko pobiegłam do pokoju gościnnego, gdzie trzymałam wszystkie intymnie rzeczy w tajemnej skrzynce. Wolałam, żeby wszystkie niespodzianki pozostały
niespodziankami. Wyciągnęłam futrzane kajdanki oraz moją specjalną bieliznę. Pobiegłam jeszcze do kuchni po lody, które specjalnie zostawiłam w lodówce, którą troszkę podkręciłam, tylko na tą okazję. Wzięłam jeszcze kilka rzeczy i zmieniłam ponownie na normalną temperaturę i pobiegłam do łazienki się przebrać. Przy okazji zmyłam makijaż, wiedząc, że jakbym go zostawiła, to rano obudziłabym się wyglądać jak panda. Bielizna składała się z białego gorsetu, majtek i kabaretek razem z czarną koronką i czarnymi pończochami. Dobrałam jeszcze do tego czarne szpilki i, gdy zabrała wszystkie potrzebne rzeczy, weszłam na górę do mojego pokoju. Moje buty stukały o podłogę, przez co miałam wrażenie, że słyszę ruchy Harry'ego, który nie mógł się już doczekać. Podeszłam do drzwi i odetchnęłam głęboko. Otworzyła drzwi i gwałtownie je otworzyłam, ujawniając widok mojego narzeczonego, w samych bokserkach, zapalającego ostatnią świeczkę w pokoju. Podniosłam jeden kącik usta, a cały ciężar ciała przeniosłam na jedno biodro.
- Come here, big boy*. - powiedziałam głębokim i niskim głosem. Szybko do mnie podszedł i złapał moje biodra przyciągając do siebie.
- Nawet nie wiesz jak seksownie teraz wyglądasz... - powiedział patrząc mi w oczy, przy czym zagryzał wargę. Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam iść do przodu, przez co chłopak szedł w tył. Nadal trzymając w ręce reklamówkę z rzeczami popchnęłam chłopaka na łóżko i usiadłam na nim okrakiem.
- Byłeś grzeczny Harreh? - wyszeptałam blisko jego twarzy, patrząc w jego oczy. Podniosłam jedną jego rękę, a później drugą, żeby przypiąć je do łóżka kajdankami. Jako, że był już przypięty, zaczęłam całować całą jego twarz - Bo mi się wydaje, że byłeś zły, a wiesz, że złym chłopcom należy się kara... - i po tych słowach zaczęłam działać. Ściągnęłam swoje szpilki, by było mi wygodniej i przeszłam do reklamówki w spowolnionym tępię, aby chłopak mógł stać się jeszcze bardziej twardy. Dałam mu specjalny widok tam mój tyłek. Co raz bardziej lubię tą zabawę...Wzięłam do rąk lody i łyżeczkę. Otworzyłam wieczko i podchodząc do chłopaka włożyłam łyżkę do kubełka i wyciągnęłam z niej pewną ilość lodów waniliowych. Położyłam się koło chłopaka, a głowę oparłam na dłoni, aby móc widzieć jego klatkę piersiową. Przejechałam łyżką wokół jego sutków oraz zjeżdżałam co raz niżej aż dotarłam do pępka. Oblizałam łyżeczkę i zaczęłam zlizywać lód z chłopaka. Widziałam jak stara się coś powiedzieć więc sięgnęłam po chustkę i zakneblowałam go. - Nie próbuj przerywać kochanie, bo zrobi się nieprzyjemnie - ściągnęłam jego bokserki i wzięłam bitą śmietanę w sprayu. Wyrzuciłam je gdzieś w bliżej nieokreślone miejsce. - Taki twardy dla mnie kochanie? Dziękuje - pocałowałam go w ustach, ale jak chciał już normalnie odwzajemnić to się oderwałam i podniosłam. Rozsunęłam nogi tak, aby klękać nad nim i nadal wyglądać seksownie. Potrząsnęłam puszką i wypryskałam całą jego męskości. Zaczęłam zlizywać całą długość, po czym zaczęłam ją ssać. Lekko wylizałam sam czubek, aż w końcu był czysty. Wzięłam jak najwięcej potrafiłam, ale po chwili znów wyciągnęłam. Tak to trwało jeszcze przez chwilę, aż w końcu doszedł w moich ustach. Połknęłam jego nasienie i podniosłam się do góry i usiadłam na niego okrakiem.
- Jesteś wyśmienity skarbie - jęknął od razu jak tylko te słowa opuściły moje usta. - Ale ja też potrzebuję trochę przyjemności - wyszeptałam wsprost do jego ust i w tym samym momencie na nie naparłam i zaczęłam ocierać o siebie nasze dolne partie. Podniosłam się do góry i zaczęłam głośno jęczeć wraz z przytłumionymi jękami mojego narzeczonego. Poruszałam się co raz szybciej i szybciej, aż poczułam pulsującą przyjemność w dole mojego brzucha. Gdy już oboje mieliśmy dojść, przestałam. - Może ty być chciał dokończyć za mnie misiu? - wyszeptałam do jego ucha. Pomimo, że umierałam, żeby tylko znów zacząć to nie mogłam. Najpierw pochyliłam się tak, by głowa Stylesa była między moimi piersiami, a później zaczęłam oplątywać jego kajdanki, gdy tylko to zrobiłam odwiązałam jego usta, przez co natychmiast nas odwrócił i zaczął mocno całować - To była najseksowniejsza rzecz jaką kiedykolwiek zrobiłaś. - powiedział cicho i znów zaczął napierać na moje usta. Po chwili już nie miała na sobie bielizny i leżałam naga pod jego ciałem. Podarował pocałunki dosłownie całemu mojemu ciału, aż w końcu zaczął ręką szukać kondomu.
- Chciałam jeszcze chwilę zaczekać z niespodzianką, ale nie dajesz mi wyboru. - uśmiechnęłam się słodko - miałam zastrzyk, który pozwala nam nie korzystać z kondomów, przez najbliższe dwa lata. - powiedziałam dumna. Nie chciałam jeszcze zajść w ciąże, szczególnie, gdy niedługo będę musiała pokazywać dużą ilość ciała.
- Więc, na co jeszcze czekamy? - od razu we mnie wszedł i odczekał chwilę, żeby moje ciało ponownie mogło się przystosować do jego długości. Już po kilku sekundach obydwoje ruszaliśmy się do swojej własnej muzyki uprawiając miłość. Gdy oboje doszliśmy, padliśmy na łóżko zmęczeni i głupio się uśmiechająć.
- Kocham cię
- Też cię kocham...

_______________________________________

*Choć tu duży chłopcze - według mnie o wiele lepiej to brzmi po angielsku xd

WITAM WSZYSTKICH Z NOWYM ROZDZIAŁEM! Pierwszy raz musiałam użyć czerwonej czcionki ;000 mam nadzieję, że wam się spodobało i jeszcze raz przepraszam za nie dodawanie rozdziału tak długo! Na pocieszenie mam dobrą i złą wiadomość :) dobra jest taka, że wiem co chcę mieć następnych rozdziałach, a zła to taka, ze zostało nam max 5 rozdziałów, ale na 100% będzie mniej :( tak was wszystkich kocham, wiecie? smutno będzie kończyć dwu-letnią pracę :'(

kocham was wszystkich bardzo mocno i bardzo liczę na komentarze! <333

sobota, 7 grudnia 2013

Rozdział 47

Polecam puszczenie tej piosenki, chyba oddaje nastrój xd

___________________________________________________

~Harry's POV~

Mieliście kiedykolwiek tak, że całe wasze życie zatrzymuje się w jednym momencie? Gdy wszystkie wasze myśli odpływają w siną dal, a jedyne o czym masz ochotę w tej chwili, nie myśleć, to to czy twoja najukochańsza osoba na świecie żyje? Ja właśnie tak miałem. Osoba, którą zamierzałem poślubić, z którą wiązałem swoją przyszłość właśnie w tej chwili najprawdopodobniej walczy o swoje życie. A ja? Ja nie mogę z tym nic zrobić. Jestem na drugim końcu świata, gdzie nie mogę nawet trzymać za jej zimną dłoń. Jestem teraz tylko małym człowiekiem na lotnisku czekającym, aż wywołają mój lot. Powiedzieć wam coś? Nigdy w życiu nie czułem się tak pusty. Nawet, gdy dowiedziałem się o rozwodzie moich rodziców. Tamten dzień zapamiętałem do dzisiaj, jako jeden z najgorszych w moim życiu, ale ten? Nic nie pobije tego dnia. Dopiero co, moja dziewczyna wyjechała na zupełnie inny kontynent, a gdy już pogodziłem się z myślą, że jest tam. Bezpieczna i pewnie będzie jej łatwiej z karierą, co się dzieje? Właśnie to. Wypadek. 

Już od kilku godzin Andy powinna być w L.A., ale jeszcze nie zadzwoniła. A co jeśli coś jej się stało? Dobra, Harry, przestań. Tylko dramatyzujesz. Na pewno nic jej nie jest, tylko spotkała się z Justinem i straciła poczucie czasu. Zaraz do ciebie zadzwoni i powie jak bardzo jest jej przykro, że nie zadzwoniła. Dobra trudno.
- Halo? - odebrała po kilku sygnałach. 
- Andy? - spytałem, by mieć pewność, chociaż nie pomyliłbym tego wspaniałego głosu z żadnym innym. - Czemu nie zadzwoniłaś? Martwiłem się...
- O Boże! Kompletnie zapomniałam! Przepraszam bardzo kochanie... - przerwała w połowie zdania, czego nigdy nie robi. 
- Halo? Andy? Jesteś tam? - spytałem.
- Pamiętaj, że zawsze będę cię kochać. - ostatnie co usłyszałem to były te słowa, oraz ogromny huk, a zaraz za nim nie przerywaną linię, zakończonego połączenia. 

Właśnie te chwile były dla mnie najboleśniejsze na świecie. Coś jej się stało. A ja nie mogłem nic poradzić. Dlatego teraz jestem tu gdzie jestem. Na lotnisku do L.A. razem z rodzicami An. 
- Samolot lotu 334 do Los Angeles będzie startować za godzinę, bardzo prosimy się udać do odprawy. - usłyszałem. Razem z państwem Collins wstałem i udałem się do bramek, które dzieliły nas od lotu do Andy. 

~ Szpital, Beverly Hills, Los Angeles~

Kiedy tylko wszedłem do holu, rzeczywistość uderzyła we mnie. Wszędzie ludzie z ciężkimi porażeniami, złamaniami lub ze zwykłymi ranami przez karambol, w którym uczestniczyła. Jednak nigdzie jej nie widziałem, nigdzie jej uśmiechu, który mówiłby - jest dobrze, nie musisz się o mnie martwić chociaż wiem, że ją to boli jak diabli. Nigdzie tych uspokajających niebieskich jak ocean tęczówek, które zawsze pocieszały mnie, gdy byłem nawet w najcięższym stanie. Nigdzie. Gdzie ona jest? Co jeśli nie żyje? Nie zniósłbym tego. Ona jest dla mnie wszystkim. Nie miałbym dla kogo żyć. Jedyne co by fani widzieli, to fałszywy uśmiech, którego z łatwością mogę się pozbyć od razu, jak tylko zejdę ze sceny, by zatopić się w swoich smutkach. 
- Czy jesteście rodziną kogoś z ofiar? - dopiero teraz zauważyłem, że tu stoi. Niska brunetka z okularami na nosie i fartuchem zawiązanym pod samą szyję. Jako, że byłem jedynym, który mógł się odezwać, zacząłem tłumaczyć.
- Jestem narzeczonym Andrey Collins, a to są jej rodzice. - przemówiłem z gulą w gardle. Nie sądziłem, że kiedykolwiek, słowa "Jestem narzeczonym..." będą mnie boleć. Amanda i Fred spojrzeli na mnie z wielkimi oczami. Nic dziwnego. Nie zdążyliśmy im powiedzieć, ale kogo to teraz obchodzi? Moja miłość życia najprawdopodobniej teraz umiera, a oni się martwią tym, że odpowiedziała "tak" na nasze małżeństwo?
- Właśnie przechodzi operacje, więc państwa zapraszam do poczekalni, chyba, że wolą zaczekać państwo zaczekać w jej pokoju? 
- Wy idźcie do jej pokoju, ja zaczekam w poczekalni, jakby coś się działo to wam przekaże. Lepiej, żebyście trochę odpoczęli. - powiedziałem. Po tym, jak Pani Willis zaprowadziła moich przyszłych teściów to pokoju mojego motyla, wzięła mnie pod rękę i posadziła w krześle w poczekalni. Ona jest za tą salą. Walczą o nią, ale czy im się to uda? Dopiero teraz dotarł do mnie ogrom tej sytuacji. Rozpłakałem się. Schowałem twarz w dłonie. Jak do tego doszło? Jak to możliwe? Gdyby ze mną nie rozmawiała, przez ten głupi telefon, nie siedziałbym tu teraz. Zauważyła by tego pierdolonego kierowce i nic z tego by się nie stało. Siedziałbym w Londynie i wymyślał jakąś nową głupią piosenkę na głupi album. Ona - najprawdopodobniej czytałaby książkę i zastanawiała się, jakby to było, gdyby była bohaterką książki. Nie mogę dopuścić, by coś jej się stało. Złamałoby to mnie na zawsze. Kiedy już chciałem poddać się nowej fali łez usłyszałem otwierające się drzwi. 
- Kto jest tu z rodziny panny Andrey Collins? - natychmiast podniosłem się z siedzenia i podszedłem do doktora.
- Jestem jej narzeczonym. 
- Zapraszam do gabinetu - powiedział. Całą drogę przebyliśmy w milczeniu. Rozglądałem się po ścianach i co chwilę zaczepiałem na czymś wzrok, by tylko nie myśleć o najgorszym. Przez ułamek sekundy, zobaczyłem ją. Jak przewożą ją do sali, jak śpiącą królewnę. Bo tak wyglądała. Jakby tylko spała. Weszliśmy do gabinetu i usiedliśmy po przeciwnych stronach biurka. Dr. Phil przez chwilę milczał, aż zaczął mówić. 
- Urazy Panny Collins były dość poważne, ale nie aż tak, by sobie z nimi nie poradzić. Miała lekko zmiażdżoną rękę i dostała urazu głowy. Z ręką już sobie poradziliśmy, ale jak się obudzi, nie będzie mogła nią wymachiwać na prawo i lewo, co oznacza, że nie będzie mogła nic robić na scenie. Powinna wybudzić się w ciągu paru godzin do dwóch dni. Jej ciało na początku musi się zregenerować, a później zobaczymy co się stanie. - Nie musiałem więcej słuchać. Przeżyje. Żyje. Moje maleństwo żyje i będzie żyć. Razem ze mną. Podziękowałem doktorowi i skierowałem się w kierunki sali Andy.

~Andy's POV~

Przeżyłam. Naprawdę. Czuję promienie słońca na swojej twarzy, czuję ciepło bliskości ciała, a przede wszystkim czuję jego zapach. A może śnię? Nie. To nie może być sen. Wszystko wydaje się zbyt realnie. Dajesz Andy! Uda ci się! Otwórz te swoje głupie oczy i sama się przekonaj! Po kilku trudnych próbach, otworzyłam je i napotkało mnie bardzo jasne światło. Po kilku sekundach przyzwyczaiłam się do tego i zauważyłam nieznajomą twarz nad sobą. Chciałam krzyknąć, ale nic nie wyszło z moich ust. Lekko obróciłam głowę i zobaczyłam coś, czego nigdy w życiu bym się nie spodziewała. Harry'ego pocieszającego moją matkę. 
- Harry! Ale ona miała się obudzić po maks dwóch dniach a minęły już dwa miesiące! Jak ja mam niby spokojnie tu siedzieć i nic nie robić? 
- Pani Collins, zawsze trzeba wierzyć, bo inaczej co by nam zostało? - zawsze był ze mną mimo wszystko. - Myślisz, że mi jest łatwo? Muszę promować nową płytę, cały czas zamartwiając się, czy może moja narzeczona się nie obudziła, nie mogę przestać mieć tej głupiej myśli, że ona nigdy się już nie obudzi z mojej głowy, ale dopóki jej serce działa i mam pewność, że żyje nie przestanę wierzyć. - po tych słowach łzy zaczęły spływać mi po twarzy, chyba tym zwróciłam ich uwagę. 
- Andy - wyszeptali oboje naraz. Harry szybko wybiegł z sali i zawołał lekarza. Mama podbiegła do mnie i zaczęła całować moje policzki i płakać jeszcze bardziej. Zaraz do mojej sali zbiegło się trzech lekarzy i tyle samo pielęgniarek. Zadawali mi wiele pytań, na które musiałam odpowiadać. Na szczęście stwierdzili w końcu, że potrzebowałam po prostu trochę więcej czasu na wyzdrowienie niż sądzili. Cóż, jeśli liczyć dwa miesiące pomyłki, jako małą pomyłkę to się zgadzam. Po chwili moi rodzice wyszli z mojej sali i został w niej tylko Harry. 
- Nawet nie wiesz jak się martwiłem - to były jego pierwsze słowa przed tym jak mnie pocałował. Rozmawialiśmy przez kilka godzin, opowiadał mi co się działo na świecie, gdy ja wolałam sobie spać, jak to ładnie ujął. Wykorzystali piosenkę, którą napisałam podczas X Factor do ich nowego albumu. Sama wbrew pozorom nie zeszłam z afisza. Aktualnie jestem najbardziej googlowaną osobą na świecie oraz w każdym programie plotkarskim przynajmniej raz musieli o mnie lub nas wspomnieć. Także teledysk do Candyman wyszedł, który nakręciła, przed wyjazdem do L.A. jakoś tydzień temu i teraz wszędzie go puszczają. Wszystkie moje inne porażenia, które miałam na wskutek wypadku już zniknęły. Cieszyłam się, że Harry nie traktował mnie teraz jak porcelanę, tylko tak, jakby to wszystko się nie zdarzyło. Zawsze będę miała go przy sobie, na dobre i na złe. Dlatego, to dla mnie największa radość, że już niedługo będę jego na zawsze.
_________________________________________________________
Ten koniec kompletnie mi nie wyszedł T_T
A więc tak! Wiem, że krótko i najprawdopodobniej mnie teraz nienawidzicie, ale baaaardzo was przepraszam! Miałam straszliwie mało czasu na napisanie rozdziału. Mam nadzieję, ze wam się spodobał! 

kocham was straszliwie mocno xx
@lolxx15

niedziela, 13 października 2013

Dom Andy w L.A.

Hej! Wiem, że czekacie na nowy rozdział, ale na razie go jeszcze nie napisałam :( jak wiecie jest teraz rok szkolny, więc urwanie głowy, tym bardziej, że jestem teraz w trzeciej klasie gimnazjum xd Ale (!) Chciałam wam coś dać i jednoczenie skorygować troszeczkę :D Tutaj jest bardzo ładny domek nad Malibu, który tak się składa należy do naszej ukochanej Andrey Collins! Jest troszkę tych zdjęć mam nadzieję, że wam się spodoba xd jedno nie będzie pasować do innych pokoi, ale nie moja wina! Enjoy!























poniedziałek, 23 września 2013

Rozdział 46

Możemy zrobić pewien eksperyment? Jeśli przeczytasz ten rozdział, to proszę ciebie, skomentuj i zostaw na dole kontakt do siebie, a zanim opublikuje następny, będzie czekać na ciebie miła niespodzianka :D (najlepiej gg)

~Amelia's POV~

- Chodź kochanie, samochód zaraz podjedzie. - oznajmił mi Niall. Dzisiaj wyszliśmy do kina, żeby móc odpocząć od tego całego szału, który dzieje się w okół chłopaka. Poczuć się jak normalni ludzie, przynajmniej on. Ja wolałam nie wracać jak najdłużej się da, ale nie można dostać wszystkiego czego się chce. Horan splótł nasze palce i podążyliśmy za jego ochroniarzem do tylnego wejścia, gdzie czekało już na nas auto chłopaka. Po pół godzinie żywych rozmów oraz jazdy samochodem dojechaliśmy do mojego domu.
- Czas się zbierać. - Powiedziałam.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym ciebie ze sobą zabrać, ale tylko byś mnie rozpraszała w studio - zaśmiałam się razem z Farbowanym. Tak, zgadza się. One Direction pracuje już nad swoją drugą w kolejności wydania płytą. Teraz mają ostatni czas na jakieś wygłupy przed ostrym nagrywaniem.
- A co w tym dziwnego, że chce mieć całego dla siebie.... i reszty twoich fanek - dodałam z uśmiechem. Wyszliśmy z auta i poszliśmy pod drzwi. - ughh... będę tęsknić. - zarzuciłam ręce na szyję Nialla, uśmiechnął się po czym wpił w moje wargi. Był to delikatny, kochający pocałunek. Na pewno byłby dłuższy, gdyby moja mama nie weszła nam w drogę.
- Amelia, kochanie, wejdź już do środka. Jest zimno i ciemno, i nie wiadomo kto się włóczy nocą. - Powiedziała kochającym głosem, ale tylko ja wiedziałam co będzie potem. Tylko nie to. Nie dzisiaj. Pożegnałam się uśmiechem z chłopakiem i weszłam do środka.
- Co to miało być gówniaro! Wychodzisz sobie z domu, nie mówiąc co się z tobą dzieje! - O nie. Jeszcze stare się nie wyleczyły. - Nie waż się spotykać z tym chłopakiem! Sprowadza cię na złą drogę! Miałaś się uczyć! Myślisz, suko, że będziemy ciebie utrzymywać do końca swoich dni?! To grubo się mylisz! - znów to robi. Wydziera się na mnie. Ból. Strach. Nic nie zrobię na to. - Jak ty dziwko ważysz się mnie nie słuchać?! Dostanie ci się za to! - Jest naćpana. Nic z tego jutro nie będzie pamiętać. Dostałam. Kolejny piekący policzek, który później będzie trzeba zakryć. Nie wytrzymam tego już dłużej. Od pięciu lat, od śmierci ojca taka jest. Czy ja tego chciałam? Nigdy! Ale nie mam wyjścia. To wciąż moja matka. Ale cały czas będą pojawiać się tylko nowe rany, a jedynym ich uśmierzeniem jest żyletka, która nigdy mnie nie zawiedzie.

~Andy's POV~

- Co chciałaś mi powiedzieć? - spytał. Nie da się takich wieści w szybki sposób oznajmić!
- Ym... m-muszę się czegoś napić. - Wstałam szybko z pokoju i lekko się potykając skierowałam się w stronę kuchni. Po chwili stałam przy lodówce i wyciągnęłam z niej sok pomarańczowy. Wskoczyłam na blat i odkręciłam kurek. Wypiłam kilka łyków i położyłam karton obok siebie. Usłyszałam kroki i po kilku sekundach Harry stał między moimi nogami i w księżycowym świetle patrzył na mnie.
- Teraz możesz przestać to odkładać i po prostu to z siebie wyrzucić - Spojrzał głęboko w moje oczy. Czemu on musi być taki przenikliwy? Popatrzyłam w dół na swoje stopy i zamarłam. Harry złapał mnie za podbródek i uśmiechnął się. - Czego nie chcesz mi powiedzieć? Uwierz zniosę wszystko. - wyszeptał ostatnie tuż przy moich ustach po czym pocałował mnie delikatnie. Uśmiechnęłam się smutno po rozłączeniu naszych warg. - Jesteś w ciąży? Dlatego jesteś taka zmęczona cały czas? Tego nie chcesz powiedzieć? - Otworzyłam szeroko oczy na jego słowa. - Poradzimy sobie ze wszystkim nie martw się. Obydwoje mamy dużo pieniędzy, więc dziecko będzie miało dogodne żucie, a trasy i wolne spróbujemy układać zgodnie z naszym czasem wolnym, żeby jak najrzadziej dawać dziecko opiekunce i.... - przerwałam chłopakowi zanim, by dokończył.
- HARRY! - krzyknęłam - nie jestem w ciąży, dobrze? To jest coś o wiele gorszego niż nieślubne dziecko. Ja... - wzięłam głęboki oddech. Żyje się tylko raz. - Muszę się przenieść do L.A.

~Zayn's POV~


- Nie złapiesz mnie! - krzyknęła Christy po czym zaczęła słodko chichotać. Właśnie mija kilka godzin od mojej propozycji małżeństwa do C. Kiedy odpowiedziała na to ważne pytanie "tak" stałem się najszczęśliwszym facetem na świecie. Teraz miałem wszystko i świat stał przede mną otworem. Kochającą rodzinę, przyjaciół i narzeczoną. Wymarzoną pracę, która mi jak na razie wychodzi jak najlepiej. Czego tu chcieć więcej?
- Nie wydaje mi się skoro właśnie to robię! - odpowiedziałem, po czym chwyciłem dziewczynę za rękę zachwialiśmy się lekko po czym upadliśmy. Blondynka podniosła głowę z mojej klatki piersiowej po czym z uśmiechem mnie pocałowała. I tak do końca świata.
 - I co teraz zrobisz, skoro mnie masz? - spytała najsłodziej jak potrafiła i przesunęła palcem po moim  torsie.
- A co byś chciała? - zapytałem niskim głosem. Zawsze reagowała tak samo co mi się podobało. Zagryzła lekko wargę i posłała mi jedno z tych spojrzeń, którym nie da się odmówić. Po stanięciu na nogi chciałem pójść do hotelu, ale dziewczyna pokazała ręką na ocean. To będzie zabawa. 


~Andy's POV~

- Aha. - powiedział Harry. Po chwili namysłu dodał. - kiedy wyjeżdżasz? - Uśmiechnął się do mnie i zaczął gładzić ramiona.
- Jutro o dziesiątej muszę być już na lotnisku.- mówię z wytchnieniem. - Nie chcę jechać - złamał mi się głos. Położyłam głowę na ramieniu Stylesa. - Całe życie z daleka od siebie? Wiesz ilu procentowi par udaje się związek na odległość? Dwadzieścia procent! Na razie się tylko spakowałam, a już za tobą tęsknie... - samotna łza spłynęła mi po policzku.
- Ej ej ej! Ands, mamy jeszcze całą noc przed sobą! Wyjeżdżasz dopiero późnym rankiem, a teraz - zaczął mówić szeptem - możemy sprawić, żeby nie zapomnieć tej nocy. - Uśmiechnął się chytrze, a ja odpowiedziałam tym samym. Zbliżyliśmy nasze twarze do siebie. Po chwili usta lekko się musnęły i zetknęły się w kochającym pocałunku. Bez pytania język Harry'ego wszedł do moich ust i zaczął penetrować jego wnętrze. Jego ręce powędrowały na mój tyłek po czym lekko go ścisnął, przez co jęknęłam i swoją dolna partię przycisnęłam do tworzącego się namiotu w spodniach chłopaka. Żeby było nam wygodniej podniósł mnie z tył, a ja oplotłam nogami jego tułów. Szybko zaniósł nas do sypialni i położył mnie na łóżku. Wspiął się na mnie i połączył ponownie nasze usta w coraz gorliwszym pocałunku. Drżącymi palcami rozpięłam swoją koszule i lekko dysząc obróciłam nas tak, że teraz ja byłam na górze. Rzuciłam górną część chłopaka na rosnący stosik naszych ubrań. Przeniosłam pocałunki i co chwilę przyciskając moją kobiecą część do krocza loczka zaczęłam ssać jego delikatny punkt. Lekko zasysałam i gryzłam dopóki fioletowa plamka nie powstała w koncie jego ucha. Lekko pocałowałam podrażnione miejsce i zaczęłam drogę pocałunkami w dół ciała Harry'ego.
- Andy! - jęczał. Doszłam do dolnej partii. Zsunęłam z niego spodnie oraz skarpetki i rzuciłam na podłogę. Pocałowałam dość duże wybrzuszenie w czarnych bokserkach chłopaka. Podniosłam się do góry i mocno pocałowałam usta chłopaka, wypychając biodra do przodu. Jedną ręką zaczęłam bawić się lokami Hazzy, a drugą ściskałam i gładziłam przyrodzenie Stylesa. - Pro-oszę - wysapał. Wiedziałam dokładnie do czego zmierzał, więc zeszłam z łóżka i pociągnęłam go na brzeg. Ściągnęłam spodnie, żeby nie musieć potem się z nimi mocować i klęknęłam przed chłopakiem. Ściągnęłam jego bieliznę, przez został już całkiem nagi. Wiedząc, że nie wstydzi się będą w takim "stroju" zaczęła lekko jeździć ręką po jego długości, która powiem była dużych rozmiarów. Jego płytki oddech stał się głośniejszy, a ręka powędrowała w moje włosy i zaczęła się nimi bawić. Uśmiechnęłam się wiedzą, jak na jego działam. Wzięłam męskość w rękę i owinęłam swoimi ustami. Zaczął twardnieć jeszcze bardziej. Lekko przygryzłam końcówkę, po czym przejechałam po niej mokrym językiem. Wzięłam więcej do buzi, aż w końcu cały był w niej. Poruszałam swoją głową w przód oraz tył dając mu tym więcej przyjemności. Zassałam lekko i przejechałam znów językiem. - Za-zaraz dojdę - wydyszał. Po kilku ruchach doszedł w moich ustach, na co wszystko połknęłam. Usiadłam na materacu, opierając głowę o zagłówek. Po kilku minutach Harry uspokoił się już po swoim orgaźmie i "wspiął" się na mnie.
- Wiesz... Lubię cię w czerwonej bieliźnie,ale... - odpiął mi stanik po czym szepnął - wolę cię bez niej. - zachichotałam i położyłam się pod nim. Po chwili nie miałam swoich majtek. Całowaliśmy się tak, jakby nie było jutra. Przejechał palcami po moim boku i zostawił je na mojej strefie intymnej. Zaczął robić kółka przy moim wejściu, po czym włożył dwa palce we mnie i zaczął nimi ruszać. Na początku wolno, ale gdy zobaczył, że już się przyzwyczaiłam do tego uczucia zaczął nimi ruszać coraz szybciej.
- Uh... Ha-Harry szybciej! - Zamiast mnie posłuchać wyjął palce po czym je oblizał.
- Chce ciebie tylko skosztować, nie martw się - posłał mi jeden ze swoich uśmiechów, na co znów jęknęłam. Pocałował mnie między piersiami, po czym zaczął je ugniatać, a ustami schodził na dół. W końcu dotarł do mojej kobiecości zaczął ją całował przy samym wejściu. Podniósł moje nogi i położył je sobie na barkach, by być bliżej mnie. Szybko wkładał i wykładał język ze mnie, a moje ścianki zaciskały się wokół niego coraz mocniej. Po kilku minutach tych słodkich tortów doszłam wprost dla Loczka, który zlizywał później resztę moich soków. Puścił moje nogi bym mogła się uspokoić. Popatrzyłam na jego kochające oczy i za chwilę delikatnie go pocałowałam.
- Co wolisz.. - spytałam szeptem - delikatnie czy ostro? - uśmiechnęłam się chytrze. - bo ja wybieram drugą opcję. - powiedziałam głębokim głosem tuż przy jego ruchu, na co wypchnął biodra do przodu. - Nie możesz się doczekać? To może...
- Och błagam Andrea po prostu zacznij! To tortury! - zaśmiałam się głośno, ale zgodziłam się z osiemnastolatkiem. Usiadłam na nim okrakiem i znów się drażniłam poruszając w przód i w tył. - Uhhhhh - długi i głośny jęk wyrwał się z jego ust, tak samo jak z moich łącząc się wspólnie w powietrzu. Nie mogąc już wytrzymać obrócił nas, że byłam na dole i zaczął się we mnie poruszać doprowadzając mnie do szaleństwa.
- Harry! - Krzyknęłam tak, że na pewno sąsiedzi nawet, jeśli nie znali imienia mojego chłopaka, teraz już na pewno wiedzą kim jest. Poruszał się co raz szybciej, aż w końcu doszliśmy w tym samym czasie, gdy chłopak wciąż był we mnie. Lokowany położył się obok mnie i objął ramieniem. Wtuliłam się w niego i gdy już zasypiałam usłyszałam jeszcze ciche "kocham cię".

*Następny dzień, lotnisko Heathrow*

- Więc to już koniec. - Powiedział Harry, kiedy wywołano mój lot. Uśmiechnęłam się smutno do niego i po chwili chłopak przyciągnął mnie do swojej klatki piersiowej i mocno przytulił. Dzisiejszego ranka obudziłam się przez Harry'ego, który przypomniał mi o wylocie. Wyszłam naga z łóżka i założyłam koszulkę zielonookiego, by nie chodzić naga po domu. Zrobiliśmy wspólne śniadanie i po ubraniu się w czarne legginsy, szarą koszulkę na ramiączkach sięgającą ponad wcięcie w talii oraz czarne japonki. Nie malowałam się z racji tego, że będę długo lecieć. Nałożyłam na nos okulary i włosy związałam włosy w wysokiego koczka. Podniosłam wzrok na Stylesa i wpiłam się w jego usta. Będzie mi tego brakowało. Szybko odwzajemnił pocałunek. Poczułam światła fleszów na nas, ale miałam to gdzieś. Teraz to był ostatni raz na długi czas kiedy będę mogła pocałować mojego chłopaka i nie mam zamiaru z tego rezygnować.
- Prosimy tych, którzy lecą do Los Angeles w stanie California o skierowanie się do wejścia numer 27 - powiedziała kobieta w głośnikach. Na ten dźwięk oderwaliśmy się od siebie z Harry i ostatni raz przytuliliśmy.
- zawsze będę cię kochać, nie ważne co się stanie - powiedział. - Wiem, że to może dla ciebie nie być romantyczne, ale uwierz mi planowałem to zupełnie inaczej. - wyciągnął małe czerwone pudełeczko w kształcie serca. Oczy zaszły mi łzami, przez co nic nie widziałam.
- Może nie jesteśmy razem długo, ale ja kocham cię od dwóch lat i nie zamierzam ciebie nigdy opuścić. - Powiedział, a ja nie wiedziałam jak na to wszystko zareagować. Nie schylił się, nie chcąc wzbudzić zbyt dużego zainteresowania. Wzięłam pudełko do rąk i schowałam je do kieszeni. Mój uśmiech zdradził moją odpowiedź, na co Harry wziął mnie za biodra i zaczął całować jak najmocniej się dało. Oderwaliśmy się od siebie i poszliśmy w stronę wejścia do samolotu. Harry niósł jedyna torbę, która mi została, bo reszta już była w drodze do mojego nowego domu przy nabrzeżu. Postawił ja na taśmę i przytuliliśmy się ostatni raz i kompletnie rozklejona poszłam w stronę odprawy. Sprawdzili mi bilety i po pół godzinie siedzenia w pierwszej klasie wzbiliśmy się w powietrze i lecieliśmy ku innemu kontynentowi...


*12godzin później, podjazd w nowym domu*


Miałam godzinną drzemkę, aż ktoś postanowił mnie obudzić, dzwoniąc do mnie. Wstałam z mojej nowej kanapy i poszłam do kuchni, gdzie zostawiłam telefon, by się naładował.
- Jakim ty jesteś człowiekiem, że śmiesz mnie budzić o tej godzinie?! - krzyknęłam zaspana do telefonu. Pomimo, że wyleciałam dwanaście godzin temu z Londynu, to tutaj jest taki sam czas jakbym właśnie wylatywała. Co za tym idzie jest właśnie dziesiąta rano.

- powinnaś się zacząć przyzwyczajać! Tutaj inny czas jest - powiedział przez śmiech Justin. Jak ja kiedyś zabije tego gnoma, to się nie pozbiera. - Słuchaj, bo jest taka sprawa. Wyjdź przed dom - lekko zdziwiona zaczęłam się kierować w stronę wyjścia z domu. Nie przebrałam się po tym jak weszłam pierwszy raz do domu, bo byłam zbyt zmęczona długim lotem. Muszę powiedzieć, że zrobił on na mnie ogromne wrażenie, chociaż mówiłam Jennie, żeby załatwiła skromny domek nad nabrzeżem ta i tak postawiła na swoje i jedyne co zrobiła o co prosiłam, to to że mam dom nad oceanem. Założyłam znów okulary przeciwsłoneczne i, po zabraniu kluczy, wyszłam przed dom. Rozglądnęłam się i ujrzałam Justina opierającego się o maskę samochodu, a przy nim stała Selena. Uśmiech od razu wkradł się na moje usta, gdy ich zauważyłam. Przez to od razu przypomniałam sobie o Harrym, którego zostawiłam w Europie. Automatycznie spojrzałam na mój serdeczny palec prawej ręki, na którym zauważyłam dwa prześliczne pierścionki, jeden od matki, a drugi od Harry'ego. Powinnam schować ten z niebieskim brylantem, by go nie zgubić i nie zniszczyć tak, że moje dzieci to dostaną. Pisnęłam głośno i pobiegłam do chłopaka.
- Justin! - skoczyłam na niego rozbawiając tę dwójkę. Owinęłam nogami jego pas i się przytuliłam. Po chwili zeszłam z niego i przywitałam się już normalnie. Był ubrany w koszulę w kratę bez rękawów, czarne, luźne spodnie, biały V-neck oraz czarne Supry.
- Hej - powiedział ze śmiechem - przytyłaś, trudniej ciebie trzymać. - Otworzyłam usta i walnęłam chłopaka mocno w ramię. Ten udał, że mocno go zabolało i zaczął masować.
- Wredota! - krzyknęłam. - Jeju jak ja za tobą tęskniłam! Przynajmniej jakaś dobra rzecz wynika z tego przyjazdu.
- Ja też! Tak dużo się działo, a nie było czasu by opowiedzieć! - zaczął, ale Selena odchrząknęła. Jest ubrana w dżinsową koszulę, t-shirt z uśmiechem, czarne jeansy oraz czarne vansy. Włosy miała związane w koński ogon.
- Cześć jestem Selena, miło cię w końcu poznać! Justin tyle o tobie opowiadał! - zaśmiałyśmy się razem. Poczułam, że ktoś nas podgląda, więc zaproponowałam, żeby Justin wprowadził auto do garażu, a my pójdziemy już przez środek na plaże. Dałam chłopakowi dodatkowe klucze, które od razu wpiął do swojego pliku. Przeszłyśmy przez dość spory salon. Ma wysoki sufit, lekko zawijane schody, obok których znajdują się dwa fotele i mały stolik, a obok nich jest tylne wyjście, zaraz po przeciwnej stronie jest kanapa, fotel oraz dwie pufy, a obok nich kominek nad którym wisi telewizor. wyszłyśmy na zewnątrz. Po naszej prawej stronie stał zestaw wypoczynkowy, a po lewej zestaw o grilowania oraz stół na dziesięć osób. Usiadłyśmy na jednej z kanap, które znajdowały się na patio i rozmawiając patrzyłyśmy na ocean. Po chwili przyszedł Justin i zaczęliśmy naszą rozmowę i po około dwóch godzinach zdecydowaliśmy, że spotkamy się pod klubem 21 o dwudziestej na drinka i tam dokończymy. Odprowadziłam swoich gości i padłam z książką na kanapę w salonie i zaczęłam czytać "Miasto Kości".  Zanim się obejrzałam powinnam się już zbierać, więc podniosłam się i ruszyłam schodami na górę do jednej z sypialni, która się tam mieści. Była ona głównie biała z elementami czarnego i czerwonego. Przy łóżku były dwie pary drzwi, do łazienki oraz garderoby, w której były już wszystkie moje rzeczy. Na przeciwko łóżka było duże okno, które dawało widok na ocean. Obok niego wisiał duży telewizor, a pod nim dwie półki. Przeszłam przez pokój do garderoby i zaczęłam szukać odpowiedniego stroju na dzisiaj. Na czarny stanik nałożyłam koronkową koszulkę, do niej długą spódnice o kolorze łososia. Dobrałam do tego beżową torebkę oraz czarne baleriny, jako że będę jechać autem. Poszłam do łazienki by nałożyć makijarz oraz upięłam włosy w koczka i wpięłam w nie sztuczny, różowy kwiat. Gdy już byłam gotowa zeszłam na dół i spakowałam błyszczyk, potrzebne dokumenty oraz klucze do torebki i wyszłam na dwór. Po zamknięciu drzwi weszłam do garażu i do mojego nowego auta jako, że stare musiałam zostawić w Anglii. Wyjechałam i zamknęłam garaż i już byłam w drodze do "21". Dojechałam tam po dziesięciu minutach i zaparkowałam pod klubem. Podeszłam do baru i przywitałam się ze znajomymi. Usiadłam na krześle i zaczęliśmy znów rozmowę.
- Więc Andy, wcześniej się nie spytałem, ale powiedz mi.... cóż to za pierścionek śliczny, który nosisz? - zapytał Justin, a ja się od razu uśmiechnęłam. Podniosłam rękę i pokazałam, już jeden, pierścionek na moim palcu.
- Mówisz o tym? - spytałam, a obydwoje pokiwali głowami. - Cóż, można powiedzieć, że między mną a Harrym zrobiło się dość poważnie i ten pierścionek. - podniosłam drugą rękę, która wskazała pierścionek. - wskazuje, że nie będę Panną jakoś długo bardzo. - uśmiechnęłam się i lekko zaśmiałam. Selena zaczęła piszczeć i zeszła z siedzenia by mnie uścisnąć. Po chwili Justin zrobił to samo jak szatynka. Zaczęliśmy rozmawiać o tym jak to się stało i tak dalej, Selena była zawiedziona, ale Justin  stwierdził, że to było na swój sposób romantyczne. Popatrzyłam na godzinę i zobaczyłam, że jest już dość późno i pora się zbierać. Pożegnałam się buziakiem w policzek z parą i wyszłam z baru. Weszłam do auta i zaczęłam jechać. Cały ten dzień był jedną wielką zagadką, ale i tak zaliczam go do udanych. Nie wiem co sądzić o tym, że jestem narzeczoną Harry'ego Stylesa. Na pewno nie chcę tego na razie wyjawiać, jeśli zaczną się plotki to na nie odpowiem, ale nie chcę niczego pośpieszać. Stanęłam na światłach. Telefon zaczął mi dzwonić, więc zaczęłam go szukać w torebce.
- Halo? - spytałam.
- Andy? - spytał Harry. - dlaczego nie zadzwoniłaś? Martwiłem się.
- O Boże! Kompletnie o tym zapomniałam! Przepraszam bardzo kochanie - zapaliło się zielone światło, więc zaczęłam jechać. W pewnej chwili, jak byłam na środku skrzyżowania usłyszałam dźwięk palącej się gumy. Obróciłam głowę w prawo i zobaczyłam auto jadące we mnie z zawrotną prędkością.
- Halo? Andy? Jesteś tam?
- Pamiętaj, że zawsze będę cię kochać - po ostatnim słowie usłyszałam głośny huk i poczułam ostry ból przeszywający całe moje ciało.
__________________________________________________________________________

Witam wszystkich! Jak wiecie nie dodawałam, bo nie było zbyt łatwo, jeszcze dochodziły zakazy na komputer, ale i tak mocno przepraszam za nie dodawanie!

Jak myślicie co się stanie dalej? :D

Bardzo proszę o komentarze, bo to one motywują człowieka, żeby jak najszybciej dodać rozdział :)

Kocham was bardzo mocno xxx

ps.: Jak wam się podoba Diana? MEEEEGA! *___*
http://www.youtube.com/watch?v=kfaWAfV-ZFc

wtorek, 30 lipca 2013

Rozdział 45


Samantha Clark (19 lat)

Miła i zadbana, która studiuje prawo razem z Christiną Tornwall. Nie może zwieść cię jej porządny wygląd, ciągle imprezuje. Jej rodzice to jedni z największych biznesmanów w Anglii, przez co nie mają tak dużo czasu na opiekę nad dziewczyną, nigdy nie wiedzą, kiedy pijana wraca do domu lub jakiś chłopak wchodzi do jej pokoju i robią "bóg wie co". Ale czy przez to, co się dzieje z ich córką, będą mniej pracować i więcej czasu poświęcać właśni jej?









~Andy's POV~

- Jak myślisz co z tego wyjdzie? - pytam się Harry'ego. Siedzimy razem na łóżku i rozmyślamy. Po tym jak wróciłam z mojego spotkania z Perrie przywitałam się ze wszystkimi i razem z chłopakiem udaliśmy się do naszego pokoju.
- Nie wiem, ale mam nadzieję, że Zayn postąpi słusznie i wszystko się dobrze ułoży.
- Tak jak z nami - uśmiechnęłam się do loczka i spojrzałam mu w oczy. Pochylił się i musnął moje usta.
- Po trudnościach, tak jak z nami - wyszeptał.

~ Zayn's POV~

Otworzyłem szeroko oczy. Ona chce zerwać ze mną? Przecież to ja wszystko zrobiłem, żeby ze mną była. Widziałem, że mnie pragnie. Chociaż. Dobrze, że Perrie też tak stwierdziła. Przynajmniej wtedy mam małą szansę na przyjaźń.
- Widzę, że się zgadzamy w tej kwestii, tylko ja wiem dlaczego ja chcę zerwać, a ty wiesz co mam na myśli? - pyta, a ja kręcę przecząca głową.  Odebrało mi mowę. - Dobrze - wzięła głęboki wdech - wiem o Christy. Tylko nie rozumiem czemu w ogóle się ze mną związałeś skoro masz teraz poważny związek. Do jasnej cholery mieszkasz z nią! a wiesz od kogo się dowiedziałam? Od Andy! Jak mogłeś być tak głupi?! - robi krótką pauzę, ale po chwili zadaje mi pytanie, na które bałem się odpowiedzieć. - powiedz czemu? Co się takiego stało, że aż tak bardzo chciałeś zdradzić dziewczynę, którą kochasz?

~Perrie's POV~
- Ponieważ się bałem! Ok?! - wykrzykuje. wow. Tego się nie spodziewałam. - To jest mój pierwszy poważny związek. Nigdy czegoś takiego nie czułem i bałem się... bałem się... - przez chwilę nie potrafił dokładnie zdecydować się co powiedzieć, ale znalazł odpowiednie słowa. - chciałem mieć pewność. Pewność, że dobrze jeśli... jeśli się...
- No wyduś to w końcu!
- Chciałem jej się oświadczyć. Gdy byłem z tobą wciąż myślałem o niej, dlatego teraz wiem. Wiem co muszę zrobić. Już widzę nas w przyszłości z gromadką dzieci. Kocham ją. - to mnie zabolało. Jednak nie tak mocno jak się spodziewałam. - Dzisiaj miałem zamiar wybrać pierścionek, a jutro na kolacji to zrobić. Pomożesz mi? Kompletnie się na tym nie znam.
- cóż. Jako twoja przyjaciółka nie mam chyba innego wyboru prawda?
- O Boże, nawet nie wiem jak bardzo jestem ci wdzięczny! - przytulił mnie, a ja się zaśmiałam.
- dobra kochasiu. Najpierw Apart potem Chanel, Louis Vuitton, a na sam koniec Tiffany. W drogę!


- Jak to możliwe, że przeszliśmy już tyle sklepów, a tobie nadal się nic nie spodobało? - spytał Zayn po wyjściu z LV.
- Może dlatego, że na razie nic nie krzyczało WOW muszę powiedzieć tak?! - spytałam. - Czy na prawdę chciałbyś pójść do niej z wybranym jakimkolwiek pierścionkiem i oświadczyć się w KFC? Gdybym była na jej miejscu od razu bym się wyśmiała.
- No dobrze.... może masz racje...
- Poprawka, na pewno mam racje! - uśmiechnęłam się zwycięsko. Chodziliśmy po różnych sklepach z biżuterią już od trzech godzin, a na razie nie znaleźliśmy żadnego pierścionka chociażby godnego uwagi.
- Dobra. Ja już jestem zmęczony jeśli w Tiffanym nic nie znajdziemy oddam jej pierścionek zaręczynowy mojej matki!
- Boże jesteś niemożliwy! Każda dziewczyna zasługuje na coś szczególnego, a teraz z twoimi zarobkami musisz jej dać najlepszy pierścionek świata!
- Ugh... nienawidzę, gdy masz rację! Ale zrobimy sobie przynajmniej przerwę prawda?
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem - dygnęłam przed nim, jak te wszystkie kobiety w starych czasach przez co obydwoje się zaśmialiśmy. - Chodź już bo zaraz nam wszystkie wykupią!

Przez kolejne pół godziny chodziliśmy po całym wielkim sklepie i próbowaliśmy znaleźć jak najlepszy pierścionek nie patrząc nawet na cenę, aż w końcu zauważyłam na środku jednej z gablotek najśliczniejszy pierścień jaki w swoim całym życiu widziałam. Miał czworokątny kształt oraz cały był z małych diamentów, oprócz jednego, wielkiego o kształcie koła. Szybko do niego podeszłam i zawołałam do siebie Zayna.
- Ten! - krzyknęłam, gdy mógł już mnie usłyszeć. Poprosiliśmy ekspedientkę, aby wyciągnęła nam go. Przyjrzeliśmy się mu z każdej strony.
- Masz rację, jest idealny. - powiedział, a ja wyszczerzyłam na to zęby. - poprosimy spakować go do pudełeczka, bierzemy.
- Wie pan ile on kosztuje? 5.000 funtów. Dlatego właśnie leży on tutaj od dłuższego czasu.
- Proszę pani, dla mnie to nie problem. Bardzo proszę o zapakowanie go do pudełka zaręczynowego, dziękuje. - zaśmiałam się. Widocznie pani już wkurzyła Zayna, co jest bardzo trudne. Chociaż. Czemu się dziwić? Jak ona nie wie kim on jest, wygląd każdego może bardzo zmylić. Po dziesięciu minutach załatwiliśmy wszystko i poszliśmy w kierunku Starbucks'a. Podeszliśmy do lady i ja zamówiłam waniliowe, mleczne Frapuccino, a Zayn zwykłą kawę. Razem ze swoimi kubkami usiedliśmy przy stoliku.
- Więc... -zaczęłam - jak zamierzasz to zrobić?
- Ale o co ci chodzi?
- Oj nie zgrywaj głupiego Zayn! Jak chcesz się oświadczyć? - spytałam się, chyba trochę za głośno, bo parę osób odwróciło się w naszą stronę.
- Już zamówiłem lot do Monte Carlo, tam zamierzam załatwić wszystko i mam nadzieję, że wyjdzie romantycznie. Resztę opowiem ci po powrocie.
-No weź! Nie opowiesz całego planu? - zrobiłam smutną minę.
- Nie. Mogę tylko powiedzieć, że będzie romantycznie. Tylko mam nadzieję, że się uda...
- Na pewno ci się uda! w końcu jesteś Zayn Malik, bożyszcze nastolatek, należysz do One Direction! - zaśmialiśmy się obydwoje na mój dobór słów. Po kilku minutach zaczęliśmy się zbierać i obydwoje rozeszliśmy się w swoje strony.

~Christy's POV~

- Nie wiem Sammy, on ostatnio dziwnie się zachowuje. Jakoś zawsze nie pisał tak często, raczej się spotykaliśmy, prawda? A teraz? Nic, tylko sms-y. Wymiguje się od spotkań lub mówi, że ma próbę, chociaż wiem, że jej nie ma, bo akurat wtedy Andy spotyka się z Harrym. Co ja mam zrobić? - spytałam się Sam, gdy wychodziłyśmy z uczelni po skończeniu zajęć. Ma akurat na sobie szary sweterek z długimi rękawami oraz czarnymi zakończeniami. Do tego dopasowana czarnaobcisła spódniczka lekko za połowę uda, do tego założyła tego samego koloru cienkie rajstopy oraz czarne lity. Rękawy od swetra ma lekko podwinięte. Włosy splecione z tyłu w prostego koka, ale makijaż dość wyrazisty. Usta umalowane krwistą szminką, a oczy podkreślone eyelinerem oraz tuszem do rzęs. Ja natomiast ubrana jestem dużo subtelniej. Mam na sobie jasny kremowy sweterek z koronką pod szyją oraz zwiewną krótką spódniczkę w kwiaty. Do tego brązowe rajstopy w kropki, a także takie same lity, które mają koronkę, taką samą jak w swetrze, przy kostkach. Włosy splotłam w warkocz, który opadał mi na lewe ramię. Wracając. Zayn ostatnimi czasy wciąż mnie okłamuje i już nie wiem co robić.
- Jak myślisz, znalazł sobie kogoś innego i chce ze mną zerwać? Jezu błagam, żeby to nie było to! Serce rozpadłoby mi się na miliardy kawałeczków.
- Przestań! Błagam! Nigdy się coś takiego nie zdaży, to nie jest możliwe. Kochacie się prawda? Przecież to fizycznie nie możliwe, żeby nagle tak poważny związek się po prostu rozpadł. Po za tym...
- No co? - spytałam, gdy nagle przestała mówić.
- Odwróć się, a zobaczysz. - zrobiłam to co mi kazała i ujrzałam małą limuzyną, a obok niej postarzałego kierowcę, który trzymał kartkę z moim imieniem oraz nazwiskiem, lekko się zdzwiłam i spoglądnęłam kątem oka na Sam. Popchnęła mnie w tamtą stronę, pożegnałyśmy się i już byłam obok mężczyzny w garniturze.
- Ym... przepraszam, ale o co chodzi?
- Panienka Tornwall? - kiwnęłam głową na co on kontynuował - Pan Malik prosił, abym podwiózł panią na miejsce, proszę wejść i ruszamy. Zaśmiałam się na to co on wyprawia. Jak sę tak trudzi to pewnie nie zerwie. Podpowiada mi podświadmość. Miejmy tylko nadzieję, że nic takiego się nie zdarzy. Weszłam niepewnie do środka auta i czekałam.

Po dwudziestu minutach zatrzymaliśmy się. Drzwi się otworzyły zauważyłam, że jestem... na lotnisku. Co ten chłopak znów wymyślił? Wysiadłam kompletnie z maszyny i zauważyłam mojego chłopaka. Uśmiechnęłam się do niego i szybko podbiegłam.
- Zayn o co chodzi w tym wszystkim? - spytałam.
- Zaufaj mi wszystko będzie tego warte, teraz musimy wsiąść do samolotu i lecieć - powiedział, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie. Zaczęliśmy szybko przemierzać lotnisko, by znaleźć odrzutowiec. Prywatny. Co u licha się tu dzieje?!
- Powiedz mi chociaż gdzie lecimy!

- Do Monte Carlo, a teraz chodź bo nie zdążymy. - I tak właśnie zostałam porwana przez swojego chłopaka, jeśli można to tak powiedzieć. Chociaż nie mogę powiedzieć, że nie jestem szczęśliwa. Bo to by było kłamstwo na całej linii.

Właśnie dojechaliśmy do hotelu. Jakie to wielkie! Nigdy czegoś takiego nie widziałam! Tylko nie rozumiem, czemu Zayn się tak mocno stara? Przecież nie musieliśmy teraz nigdzie wyjeżdżać. Boję się, że ma zamiar teraz być słodki, żebym tak mocno nie cierpiała, ale jeśli to zrobi... Moje życie po prostu straci sens. Weszliśmy do środka hotelu De Paris i rozejrzałam się po głównym holu. (jak wejdziecie w ten link będziecie mogli przejść się jakby po tym holu) Jest śliczny! Wszystko dokładnie dopracowane, a każdy najmniejszy element pasuje do drugiego. Hol jest głównie w barwach złoto-kremowo-ciemnych. Na środku stoi wielki stół a na nim bukiet różowych kwiatów w wazonie, lustra na ścianach stwarzają szerszą przestrzeń. Na bokach stoją różne, kanapy lub krzesła przy stołach na spotkania biznesowe. Na pewno jest tutaj gdzieś kawiarnia właśnie na takie przypadki. Idziemy do recepcji, która znajduje się, można tak powiedzieć, w ukryciu obok kamiennych, białych schodów oraz dużych, obłożonych lustrami kolumn. Cała jest z ciemnego drewna, a nad nią widzą kryształowe żyrandole.
- Dzień Dobry, pokój na nazwisko Malik. - powiedział Zayn, gdy mi nadal brakowało tchu, z uwagi na piękno tego miejsca. Mężczyzna od razu podniósł wzrok i przeprosił rozmówcę, żeby móc nas obsłużyć. Po kilku minutach, po załatwieniu wszystkich formalności udaliśmy się schodami do windy, która (och jakżeby inaczej) była obłożona lustrami. Co oni z nimi mają? Jechaliśmy dosyć długo, jak później zauważyłam na ostatnie piętro. Przeszliśmy przez bogato urządzony korytarz i weszliśmy do jednego z pokojów. Wszystko w tym hotelu musiało być bogate, tak samo jak ten pokój. (podobnie jak z holem tutaj macie przestrzenne oglądanie, polecam zobaczyć). Weszliśmy do środka czarnego holu. Na razie nic nie było jakieś szczególne, dopiero, gdy przeszłam do pokoju dziennego zobaczyłam, czemu tak zwykły pokój jest w takim hotelu. Widok. To jedno słowo może opisać wszystko. On jest przepiękny! Rano, gdy się obudzę będę mogła zobaczyć jakie statki wypływają jakie odpływają, ile jest ludzi na plaży, wszystko! Najpiękniejszy widok pod słońcem. Oderwałam wzrok od lazurowej wody i przeniosłam go na wnętrze apartamentu. Tutaj były dwie dwuosobowe kanapy oraz dwa fotele, a przy nich szklany, kawowy stolik. Na przeciwko foteli został powieszony telewizor plazmowy, a pod nim jest kominek za szklaną ścianką. Przy jednym z rogów urządzone jest stanowisko pracy, a sufit nie jest zwykły, gdyż wykonano go z czarnego lustra. Po drugiej części holu rozciąga się sypialnia, za którą znajduję się garderoba. Później za otwartymi drzwiami, którymi jest jedynie parawan, znajduje się jasna łazienka, z dużą wanną, toaletką oraz dwoma zlewami. Recepcjonista już dawno poszedł, a mój Mulat dalej stał i czekał przyglądając mi się, aż coś powiem.
- I jak podoba ci się? Jak nie możemy to szybko zmienić... O nie, nie podoba ci się, że tutaj przyjechaliśmy... - mówiłby jeszcze dłużej, gdybym go nie uciszyła swoimi ustami, gdy zdał sobie sprawę co się dzieje odwzajemnił mój pocałunek.
- Jest ślicznie, tylko nie wiem... czemu to wszystko zrobiłeś? - spytałam.
- Pamiętasz co jutro jest?
- Sobota.
- A jaki dzień miesiąca?
- 21 lipca i co...
- Twoje urodziny kochanie - powiedział, gdy po chwili mocno mnie pocałował. Od razu rozpaliło się we mnie pożądanie. Odwzajemniłam pocałunek, gdy po chwili chłopak przejechał mi językiem po wardze prosząc o wejście, które ochoczo mu dałam. Nasze języki zaczęły walczyć o dominacje. Po kilku minutach, gdy już brakowało nam tchu, oderwaliśmy się od siebie. Malik się zaśmiał. - Jak mogłaś zapomnieć o własnych urodzinach? Kto tak robi?
- Och przestań! - fuknęłam z uśmiechem i walnęłam lekko jego tors - też być zapomniał, gdybyś jak ja miał teraz egzaminy końcowe oraz gdybyś się martwił o swojego chłopaka, czyli w tym przypadku o mnie.
- Czemu się martwiłaś? - zadał mi pytanie unosząc jedną brew.
 - Ponieważ.... - O M G! Ale się wkopałam! Powiedzieć mu.... nie powiedzieć? - Myślałam, że mnie zdradzasz, że chcesz ze mną zerwać i mnie już nie kochasz, czego bym nie przeżyła i najpewniej zapiłabym się na śmierć - wyrzuciłam z siebie jak najszybciej. Zayn zastygł myśląc.
- Nigdy nie mógłbym z tobą zerwać, nigdy nie mógł bym przestać ciebie kochać, ale co do jednego masz rację. Tylko dlatego, że chciałem sprawdzić, czy dobrze robię, czy dobrze zamierzam zrobić. Chciałem sprawdzić, czy oświadczenie ci się byłoby dobrym pomysłem - zastygłam w miejscu. Co? - Dlatego zacząłem niby związek z Perrie, ale gdy byłem z nią cały czas myślałem o tobie, nie mogłem przestać widzieć twoją twarz na jej, gdy się całowaliśmy miałem wrażenie, że serce mi się łamie, że to nie ty. - Przerwał na chwilę. - Dlatego się ciebie teraz pytam. - upadł na jedno kolano i z kieszeni wyciągną małe, czarne kwadratowe pudełko - Christino Rose Tornwall, wyjdziesz za mnie?

~Andy's POV~

Właśnie zrobiłam sobie i Harry'emu gorącą czekoladę. Podałam mu napój i usiadłam obok chłopaka na kanapie. Po chwili, jak się ułożyłam, wtuliłam się w jego ramie i patrzyliśmy razem w kominek.
- Boisz się przyszłości?- spytałam po kilku minutach. Byłam poddenerwowana jak zareaguję, gdy będę musiała w końcu mu powiedzieć.
- Nie - odwróciłam się do niego i spojrzałam pytającym wzrokiem. - Bo będziesz tam ty - uśmiechnął się słodko, na co odpowiedziałam tym samym.
- To słodkie co mówisz. - powiedziałam lekko smutno. Jak ja mam to zrobić? - Powiedz mi, gdyby się zdażyło coś bardzo niespodziewanego, zostałbyś ze mną? Czy gdyby sprawy się trochę skomplikowały, nie odszedłbyś? - lekko się odsunęłam i zajrzałam w jego piękne, zielone oczy pełne niepokoju.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - zdenerwował się i szeroko otworzył oczy. - Nie jesteś w ciąży, prawda? - spytał. Zanim miałam szansę odpowiedzieć nagle usłyszeliśmy mój dzwoniący telefon. Zauważyłam, że to Christina, więc wolałam odebrać. Och dziękuje ci mój blondasku! Odebrałam i usłyszałam w tle łzy.
- O Boże! C! Co się stało?! - jedna myśl mi tylko przeszła przez myśli, Zayn z nią zerwał i teraz będzie to, co kiedyś się stało, gdy Trevor z nią zerwał. - Mam przyjechać?
- Nawet, gdybyś chciała to nie możesz, jestem z Zaynem w Monte Carlo i...i... - przerwała na chwile - pobieramy się! - chwila. CO?! - Wyznał mi, że mnie kocha, że nie mógłby ze mną zerwać, potem powiedział, że był z Perrie, właściwie ona wybrała pierścionek dla mnie, potem padł na jedno kolano i czy wyjdziesz za mnie, byłam w szoku, ale co mogłam powiedzieć? Kocham go nad życie, Boże rozumiesz to??? Zorganizował całą wycieczkę tylko po to, żeby oświadczyć się, no i początkowo coś tam, że niby moje urodziny.- skończyła, dzięki czemu wzięła głęboki wdech.
- O Matko! Moje gratulacje! Nawet nie wiesz jaka jestem szczęśliwa!
- Dziękujemy! - krzyknęli naraz, a ja się zaśmiałam. - Dobra ja kończę, razem z narzeczonym idziemy na plażę świętować. - Rozłączyła się. Patrzyłam jeszcze chwilę na telefon. Szczerze, jestem bardzo szczęśliwa, że coś takiego się stało, że zadzwoniła do mnie.
- Zayn oświadczył się Christy. - powiedziałam do Harry'ego.
- To gratulacje - powiedział cichym głosem. - A teraz po tym szczęśliwym przerywniku... - serce zaczęło od razu szybciej mi bić - Co chciałaś mi powiedzieć?
________________________________________________________________________

Kto uważa, że Zayn jako dziewczyna mógłby wyrywać wielu facetów? Kocham ten teledysk!

Witam wszystkich moi kochani! Jak wiecie pewnie bardzo przepraszam, że nie było rozdziału, ale kompletnie nie miałam weny! Ale teraz mamy takie misz masz :D
MAM WIELKĄ NADZIEJĘ, ŻE WAM SIĘ SPODOBAŁO!
 Rozdział pisany przy pomocy mojej koleżanki - Ani ORAZ dzięki mojej siostrze - Paulinie (staruch jeden ;P)

KOCHAM WAS WSZYSTKICH!

PS.: Nie wiem kiedy będzie kolejny ;(
PPS.: Podoba wam się długość rozdziału? :D


JAK SĄDZICIE CO CHCE POWIEDZIEĆ ANDY?

Proszę o odpowiedzi :D